niedziela, 22 marca 2026

Słowacja 2025 - 16 sierpnia (Sławkowski Szczyt)

Pobudka o szóstej, żeby przygotować plecaki, prowiant, ubranie i o siódmej stawić się na śniadaniu. Napakowaliśmy kalorii ile wlezie i przed ósmą byliśmy już przy kolejce. Postanowiliśmy wykorzystać fakt, że w cenie hotelu był wjazd kolejką i zaoszczędzić sobie 2 km podejścia na Hrebieniok, które jest nudne i mało widokowe. Wyjechaliśmy pierwszym kursem. 

Na Sławkowski Szczyt wchodziliśmy po raz trzeci, ale pierwszy raz w krótkich spodenkach i lekkich koszulkach. Pogoda trafiła się wyjątkowa: wcześniej też wspinaliśmy się w słońcu, ale nigdy na szczycie nie było 26°C przy jedynie symbolicznych podmuchach wiatru. Cieplejsza odzież, którą zawsze w Tatry zabieramy została na dnie plecaków. Trochę czasu minęło (w sumie to 12 lat), więc widoki cieszyły jak za pierwszym razem. Nowością okazał się krzyż na szczycie, który oczywiście stał się obowiązkową widokówką. W planie mieliśmy też zjazd kolejką, jednak w popołudniowej porze prawie wszyscy kończyli trekkingi i spore tłumy czekały na wagonik. Nam się czekać nie chciało więc ten ostatni fragment do hotelu postanowiliśmy też przedreptać. Wyszło całkiem zgrabne 15 km, za to przewyższenia ponad 1100 metrów i to nas troszkę sponiewierało.

Została jeszcze ponad godzina do kolacji co wykorzystaliśmy w hotelowym Spa, aby dokonać chociaż częściowej odnowy biologicznej w basenie i  jacuzzi. Po wyczerpującym (bez przesady ale jednak) trekkingu taki relaks z kieliszkiem niezłego Prosecco smakował wybornie. Kolacja też wyśmienita. I tak to ja mogę wędrować po tatrzańskich szlakach. W pewnym wieku to cieszy, można z uśmiechem powspominać trasy kończące się noclegiem na podłogach w schroniskach. A tak też bywało. Ale cóż, powiem otwarcie - nie tęsknię.

 



















 

  

niedziela, 15 marca 2026

Słowacja 2025 - 15 sierpnia (Wodospady Zimnej Wody)

Zbliżał się kolejny przedłużony weekend, lato w pełni więc czas najwyższy wybrać tegoroczny szczyt tatrzański. Początkowo myśleliśmy o Krywaniu, ale że to czas narodowej wspinaczki Słowaków na tę górę wybór padł na Sławkowski Szczyt. I chociaż prawdopodobieństwo tłumów spore to Wysokie Tatry były jedyną szansą na ucieczkę przed trzydziestostopniowymi upałami w mieście. Zarezerwowałam dwa noclegi w ponad stuletnim Grandhotelu w Starym Smokowcu. O wyborze zadecydowało świetne położenie (praktycznie na początku szlaku), miejsce parkingowe, no i po prostu byłam ciekawa. Ten wyjątkowy pod względem architektonicznym hotel owiany jest luksusową atmosferą, w 2008 roku przyjechała tutaj z oficjalną wizytą królowa angielska Elżbieta II.

Droga w piątkowe przedpołudnie trwała prawie cztery godziny, porównując nasze wcześniejsze wypady na Słowację mogę powiedzieć, że to się robi coraz trudniejsze. Po zameldowaniu i krótkim odpoczynku postanowiliśmy wykorzystać jeszcze ładne i ciepłe popołudnie na spacer do Wodospadów Zimnej Wody. Z hotelu wyruszyliśmy na Hrebieniok,  potem czerwonym szlakiem  w kierunku Staroleśnej Polany i dalej do Wodospadu Olbrzymiego. Powrót zielonym szlakiem koło Rainerowej Chaty, wzdłuż Wodospadów (Mały, Skryty, Wielki, Długi) do Bilikowej Chaty a stamtąd z powrotem do  Hrebienioka i do hotelu. Wyszło 9,5 km  - taki rozruch przed jutrzejszą wspinaczką. Jeśli chodzi o ucieczkę przed upałem to było dobre 27 stopni, jak na Tatry Wysokie to całkiem sporo. Wodospady po gorącym i suchym lecie nie toczyły dużo wody ale coś tam było do pooglądania.

Hotel nas zauroczył. Jest stary i moim zdaniem to daje same plusy: grube ściany (cicho!), otwierające się okna, żadnych wentylatorów w łazience - cudo. Klimat jest niezaprzeczalnie, a najbardziej spodobała mi się sala restauracyjna z górującym nad stolikami szefem, który witał gości i czujnie nadzorował pracę kelnerów - no wypisz, wymaluj "Zaklęte rewiry". Kolacja smaczna, urozmaicona i z gustowną muzyką na żywo.