środa, 8 lipca 2026

Nowa Zelandia 2026 - 6 lutego (Rotoura)

Po dobrym śniadanku (tym razem płatnym dodatkowo) ruszyliśmy na zwiedzanie okolic Rotoury. Najpierw lokalny park położony wokół dawnego sanatorium, potem punkt widokowy nad jeziorem Tarawera, następnie "Wioska Pogrzebana". To stanowisko archeologiczne wokół dawnej wioski Te Wairoa, na którą 10 czerwca 1886 roku spadł deszcz gorącego błota i głazów po erupcji trzech wierzchołków wulkanu Tarawera. Wizyta obejmowała ciekawe muzeum, spacer pośród odsłoniętych ruin i przechadzkę szlakiem edukacyjnym do bardzo widowiskowego wodospadu Te Wairoa.

Kolejnym miejscem do odwiedzenia był Red Forest - las jeszcze młodych sekwoi. Zrobiliśmy zgrabną ok. 1,5 km pętelkę, początkowo pośród samych pni tych olbrzymich drzew, potem już przez typową dżunglę nowozelandzką.

Ten dzień był luźniejszy, z wolnym popołudniem. Wykorzystałam go do pogrzebania w pamiątkach, marzyła mi się figurka Maorysa, ostatecznie stanęło na obliczu twarzy z szeroko otwartymi oczami i wysuniętym językiem (pukana). I znowu obiad zjedliśmy u Włocha: Maciek stek, ja risotto - porcja jakaś kolosalna. 

Po południu skusiliśmy się jeszcze na spacer z naszym przewodnikiem, miała być przechadzka do kościółka, a wyszło prawie 7 km, bo jeszcze obeszliśmy miejski park geotermalny z ogrodzonymi stanowiskami bulgoczącego, gorącego błota oraz specjalne platformy z darmowymi termalnymi basenami do moczenia stóp (nie skorzystaliśmy, jakoś mi się nie widziało moczyć nogi w tłumie turystów).

Wieczór już całkiem luźny, uzupełniliśmy spożywcze zakupy i leniuchowaliśmy przeglądając zdjęcia.

 










































 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz