Noc dobra mimo kataru, za to bez bólu głowy, szczekających psów (nareszcie!), modłów z waleniem w bębny. Rano w pokoju 7 stopni. Na śniadanie nawet z apetytem zjadłam owsiankę z jabłkiem, Maciek ryż vege, kontynuowałam Diuramid 2x1 tabletka. Marsz rozpoczęliśmy przy grzejącym już słońcu więc kurtki i czapki szybko powędrowały do plecaków. Był to nasz drugi podczas trekkingu pobyt aklimatyzacyjny. Fajny spacer pośród gór przez pastwiska, mostki, łączki doprowadził nas na wysokość 4385 m n.p.m. Trochę posiedzieliśmy na przełęczy, ale nie za długo bo dość mocno wiało. Wróciliśmy na lunch do osady. Po południu czas na wypoczynek, pograliśmy w statki (bardzo brakowało mi książek, ale niestety przekraczały limit bagażu). I ciekawostka: wykupiliśmy cały zapas chusteczek higienicznych w lodży czyli 2 małe paczki (1 paczka 100 rupi). Potem już tylko kolacja, wieczorna toaleta (czyli umycie rąk i zębów przy zewnętrznym ujęciu wody, trudne doświadczenie ze względu na temperaturę) i sen. Miałam nadzieję na spokojną noc.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Samdo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Samdo. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 5 marca 2017
niedziela, 26 lutego 2017
Nepal 2016 - 10 listopada (Samagaun, jezioro Birendra, Samdo)
Noc trudna. Jak zwykle w tych wszystkich osadach non stop szczekające psy, a tutaj dodatkowo z pobliskiego kościoła buddyjskie śpiewy, modły, bębny. Po kilku godzinach obudził mnie zalewający katar i tępy ból głowy. A jednak wysokość, choć nieduża, dawała o sobie znać. Wzięłam tabletkę Diuramidu, krople do nosa i udało mi się trochę zdrzemnąć. Rano w pokoju 7 stopni, ale słońce szybko podnosiło temperaturę. Przy śniadaniu okazało się, że osoby z chusteczkami do nosa stanowią większość grupy.
Po opuszczeniu osady najpierw udaliśmy się nad brzeg podziwianego wcześniej jeziora Birendra. W tafli pięknie przeglądały się otaczające szczyty z imponującym wierzchołkiem Manaslu. Sesja zdjęciowa obowiązkowa. Potem spacerkiem uzyskaliśmy dalsze 300 metrów wysokości dochodząc do osady Samdo 3870 m n.p.m. Trasa ładna, cały czas wzdłuż rzeki, z całą gamą widoczków do uwieczniania. Osada skromna, lodża z pokojami i niedużą salą jadalną. Za to możliwość wykupienia Wi-Fi ucieszyła większość grupy. Po lunchu (niezły dal-bhat) zaliczyliśmy krótki spacer po pobliskiej wiosce Tybetańczyków, którzy osiedlili się w tym miejscu uciekając przed okupacją. Ludność zaskakująco otwarta i uśmiechnięta jak na tak skrajnie surowe warunki życia. Coś zupełnie odmiennego niż w Boliwii. Potem już tylko drzemka, kolacja i noc (bardzo zimna!).
Subskrybuj:
Posty (Atom)



























