Czas było zacząć tę przygodę i stawić czoła wyzwaniom podróży. Zaczęło się to wszystko 25 stycznia o godz. 11.15 przejechaniem taksówką na dworzec kolejowy w Bielsku-Białej. Spodziewana temperatura na dworcu w Warszawie to minus 6℃, więc na sobie mieliśmy wszystkie ciepłe rzeczy zabrane na wyprawę. Wiadomo było, że na lotnisku w Warszawie konieczna będzie przebieranka, bo czekały nas przesiadki w Stambule i na Bali, a lotnisko docelowe to Cairns z temperaturą ok. 30℃. Pociąg EIC do Warszawy wyruszył o czasie i szczęśliwie załapał tylko niewielkie opóźnienie (jakieś 10 minut). Nie obyło się bez niespodzianek: wagon bezprzedziałowy na który mieliśmy bilety nie został podstawiony, czynna była tylko jedna toaleta, a to wszystko z powodu ujemnych temperatur w zimie (tak sytuację wyjaśniała obsługa składu). W miarę zbliżania się do stolicy krajobraz za oknem robił się coraz bardziej lodowaty, co było raczej nietypowym rozkładem zimowych akcentów. Na Dworcu Centralnym zgrabnie przesiedliśmy się do pociągu na lotnisko i ta część planu podróży zagrała, chociaż okno czasowe było nie za szerokie. Pierwsze strachy trochę mi puściły. Na lotnisku spotkaliśmy się z resztą grupy i przewodnikiem. Turkish Airlines wyleciał z godzinnym opóźnieniem, tak że w Stambule szybkim marszem od razu kierowaliśmy się do odprawy. Następny etap podróży to prawie 12-godzinny lot do Densapar na Bali. Tam mieliśmy krótki postój, na szczęście udało się zjeść ciepły posiłek. Ostatni etap podróży to ponad pięciogodzinny lot liniami Jetstar do Cairns. W Australii wylądowaliśmy 27 stycznia o 5.45 rano. Wrażenia z podróży niestety słabe. Tureckie linie lotnicze zaprezentowały się fatalnie, personel pokładowy niegrzeczny, mało pomocny. Posiłki bez wyboru, ostatnie rzędy otrzymywały to co zostało. O liniach Jetstar szkoda pisać. Odprawa na lotnisku w sumie sprawna, chociaż zaskoczyła nas mnogość kontroli sanitarnych z psami. Na szczęście nie musieliśmy się z niczego tłumaczyć, bo też zgodnie z zaleceniami nie pakowaliśmy żadnej żywności.
Rezerwacja lotów udała się całkiem fajnie, bez zbędnych przestojów. Czas lotów to: do Stambułu 2 godz. 35 min., do Densapar 11 godz. 35 min., do Cairns 5 godz. 30 min. Czas oczekiwania na lotniskach: Stambuł - 2 godz., Densapar - 3 godz. 40 min. I chociaż czasowo wszystko ładnie się spięło to i tak byliśmy wykończeni. Cała podróż od wyjścia z domu do opuszczenia samolotu w Cairns to 40 godzin i 30 minut i była ona tak męcząca jak sobie wyobrażałam. No ale przeżyliśmy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz