wtorek, 28 kwietnia 2026

Australia 2026 - 27 stycznia (Cairns)

Po opuszczeniu lotniska udaliśmy się na postój Ubera, skąd dwoma samochodami przejechaliśmy do hotelu. Pierwsze wrażenie bardzo dobre. Czterogwiazdkowy hotel Hilton pięknie położony, chociaż pora nietypowa to od razu po zabukowaniu mogliśmy skorzystać z pokoi i zjeść śniadanie: smaczne, urozmaicone, wypasione. I wstępnie na tyle starczyło nam energii. Po prysznicu całkiem nas odcięło i spaliśmy do godziny 14. Po odzyskaniu przytomności i kawie (ekspres kapsułkowy w pokoju) postanowiliśmy rozejrzeć się po okolicy. O ile rano przywitało  nas słońce, to potem przyszły chmury i opady deszczu. Nie zaskoczyło nas to, bo takież były prognozy: ciepło i mokro. Tymczasem po południu opady na chwile ustały więc przeszliśmy się do bezpiecznej laguny przy nadmorskiej promenadzie EsplanadeZnajduje się ona bezpośrednio nad Morzem Koralowym (czyli częścią Oceanu Spokojnego). W samym Cairns nie kąpie się w oceanie przez większość roku (meduzy „box jellyfish” i krokodyle), więc miasto stworzyło bezpieczną alternatywę. Basen ogólnie dostępny, całkowicie darmowy dla wszystkich, woda słona, teren świetnie zagospodarowany: ratownicy, prysznice, przebieralnie, szafki, ławki, zadaszone grille, toalety. Ponad godzinę relaksowaliśmy się pływając i chłonąc wrażenia z okolicy, próbując ogarnąć fakt, że właśnie leżakujemy w Australii. Po 17 przegonił nas deszcz, który szybko zamienił się w siklawicę, a to wszystko przy temperaturze 30. Po przebraniu się w hotelu wróciliśmy na nadmorski deptak, bo czas był na degustację australijskiej kuchni. Wcześniej spacerując wypatrzyliśmy restaurację Dundee's - ciekawe menu i dużo gości. Zaryzykowałam steka z kangura i smakował wyśmienicie. Obsługa szybka, jedzenie super, ceny jak w dobrej restauracji w Polsce. No cóż, z pewnością nie był to fast food. Przy kasie dostaliśmy certyfikaty za skosztowanie prawdziwie australijskiego dania. Potem jeszcze spacer do australijskiej sieciówki Woolworths, żeby sprawdzić, jakiego zaopatrzenia można się tu spodziewać. Okazało się, że półki sklepowe bardzo przypominają te w Europie, mile zaskoczył nas duży wybór produktów bezglutenowych. Na koniec zakupiliśmy butelkę nowozelandzkiego Sauvignon Blanc, który był tańszy od australijskich win, co nas trochę zdziwiło, bo przecież byliśmy w Australii. Jak przystało na podobno najlepszy sauvignon na świecie smakował wybornie. I tak nam minął pierwszy dzień na Antypodach, głównie na zbieraniu sił po podróży. Zasnęliśmy ekspresowo już około 20.





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz