Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Alpy Karnickie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Alpy Karnickie. Pokaż wszystkie posty

sobota, 6 lutego 2021

Austria 2020 - 26 września (Monte Madrizze - Madritschen)

Następnego dnia, w piątek, spełniły się dokładnie wszystkie zapowiedzi pogodowe: lało jak z cebra od rana do późnego wieczora i znacznie się ochłodziło. Za to w sobotę rano przywitało nas piękne słońce i ośnieżone szczyty gór - coś niesamowitego! Po raz ostatni wykorzystaliśmy karnet na Millenium Express a na górze zafundowaliśmy sobie kapitalną sesję fotograficzną. Zaliczyliśmy też szczyt Monte Madrizze (Madritschen) 1832 m n.p.m. i spacer po okolicy (3,5 km). Przepiękne zakończenie pobytu.
 






















środa, 3 lutego 2021

Austria 2020 - 21 września (Alpy Karnickie,Trogkofel)

Nie zwalnialiśmy tempa albowiem nieubłaganie nadchodziła zmiana pogody. Wyjeżdżając kolejką Millenium Express na samą górę mogliśmy podziwiać dwa z naszych zdobytych już szczytów (Gartnerkofel, Rosskofel), ale zawsze największe wrażenie robił na mnie Trogkofel (Creta di Aip) 2 279 m n.p.m. Piękna, majestatyczna bryła wydawała się tak niedostępna. Maciek znalazł dla nas trasę, jak twierdził spoko, tylko na krótkim odcinku wymagane są rękawiczki. Bardzo chciałam wejść na tę górę, jednakże zniechęcała mnie utrata wysokości którą trzeba zaliczyć wybierając szlak z górnej stacji kolejki. Poza tym męczące głazowisko przechodziliśmy już w drodze na Rosskofel i chciałam odmiany. Wybraliśmy więc szlak z Rudnig Alm. Okazało się, że dość długi dojazd autem do punktu startowego dostarcza niemałych wrażeń (momentami na bardzo wąskiej drodze trzeba co raz mijać się z innymi pojazdami), a kiedy skończył się asfalt błogosławiłam decyzję wyjazdu na wakacje SUV-em.
Początek marszu bez trudności, trochę w dół (też po głazowisku, ale jednak innym), potem w górę, aż dołączyliśmy do szlaku wychodzącego spod kolejki. Ścieżka na wysokości około 1900 m n.p.m. okrąża górę i już myślałam, że tak człapiąc wejdziemy na sam szczyt. Minęliśmy ferratę (można było dostrzec pokrzykujących amatorów takiej wspinaczki) z przekonaniem, że idziemy ku łatwiejszej przygodzie. I nagle drogowskaz pokazał ściankę do pokonania, no muszę przyznać, że trochę opadły szczęki. Pogoda się psuła a przed nami skały bez widocznych ubezpieczeń. Chyba wolałam ferratę - przynajmniej byłoby się czego trzymać. No cóż, poszło dobrze, ale dawno tak bardzo nie bałam się w górach i nie wspinałam się tak skupiona. Naprawdę na całej ściance były dwie małe klamerki. W miarę nabierania wysokości zaczęłam panikować, bowiem w ogóle nie wyobrażałam sobie zejścia, zwłaszcza, że cały czas zbierało się na deszcz. Po pokonaniu pionowego przewyższenia ponownie wyciągnęliśmy kije, gdyż dojście na sam szczyt wymagało jeszcze długiego, kilometrowego kluczenia po płaskim terenie. W końcu osiągnęliśmy tym razem bardzo rozległy wierzchołek, z obowiązkowym krzyżem. Przez szczyt przelewały się ciemne chmury więc krajobrazy mieliśmy tylko przez krótkie chwile. Nie muszę chyba dodawać, że przez cały czas wędrówki byliśmy sami. Mocno wiało, tak że po krótkim pobycie przy krzyżu lunch jedliśmy nieco niżej, w skalnym zagłębieniu. Schodzenie okazało się łatwiejsze niż sobie wyobrażaliśmy. Najbardziej obawiałam się śliskich skał, ale zaczęło kropić jak już byliśmy bezpieczni. Był to nasz najtrudniejszy trekking, wspinaczka w stopniu trochę nieoczekiwanym, aczkolwiek Maciek bronił rozpoznania (przecież mówiłem o rękawiczkach) no i co tu dużo opowiadać, dała mi dawno nie odczuwaną satysfakcję. Pogoda tym razem szalała: marsz zaczęłam w krótkich spodenkach, na szczycie ubierałam ciepłe getry i polary, a w drodze powrotnej nawet pelerynę przeciwdeszczową. Maciek nie zrobił wielu zdjęć, bo albo trzymał się kurczowo ścianek albo otaczały nas chmury. Trasę 11 km z przewyższeniem 738 m pokonaliśmy w niecałe 7 godzin. 
 


















 

niedziela, 31 stycznia 2021

Austria 2020 - 20 września (Alpy Karnickie, Creta di Collina- Kollinkofel)

Na niedzielę zaplanowaliśmy najwyższe wyzwanie spośród rozważanych przed wyjazdem szczytów - Creta di Collina (Kollinkofel) 2692 m n.p.m. Autem podjechaliśmy na wysokogórską Przełęcz Plöcken (Passo di Monte Croce Carnico) w paśmie górskim Alp Karnickich, na granicy austriackiego stanu Karyntia. Wystartowaliśmy z wysokości 1340 m n.p.m. ale i tak do zrobienia było prawie 1400 m przewyższenia. Około 10 kilometrowa trasa zajęła nam osiem godzin. Początek to łatwa droga górska wijąca się w pobliżu fortyfikacji z czasów pierwszej wojny światowej i jak to w tej części Alp wszystkie mijane szczyty o tej porze przykrywały niskie chmury. Zero widoków więc nie zrobiliśmy ani jednej fotki. Nie pamiętam dokładnie, ale gdzieś na wysokości 2000 m n.p.m., po przejściu 3-4 kilometrów chmury zaczęły ustępować, pokazało się słońce a wraz z nim ścianki usiane łańcuchami. Zrobiliśmy krótką przerwę na posiłek, kije trzeba było schować i rozpoczęła się ciekawa dla nas wspinaczka nad całkiem groźnie wyglądającymi urwiskami. Było dość emocjonująco, ale trzeba przyznać, że cała trasa jest prawidłowo zaasekurowana więc można czuć się bezpiecznie. Trochę pogubiliśmy się w pobliżu szczytu, bo oczywiście na szlaku zostaliśmy już sami i jakoś tak skręciliśmy nie w tę stronę, krzyż na szczycie był tuż, tuż, dzieliła nas jednak przepaść. Robiło się późno i nerwowo, ale w końcu ukazała się właściwa ścieżka i nareszcie mogliśmy w pięknym słońcu objąć krzyż na wierzchołku naszej góry. Szczyt Kollinkofel niewielki, w sam raz na zjedzenie lunchu dla dwóch osób. Cudna panorama była nagrodą o tyle niespodziewaną, że w pierwszej, mglistej połowie dnia traciliśmy nadzieję na jakiekolwiek widoki, bo marudna aura trzymała tego dnia wyjątkowo długo. Był to wcale wymagający trekking i bardzo się cieszyłam, że czekało na nas wcześniej przygotowane ratatui, a nam pozostało jedynie otworzyć butelkę wina.










sobota, 23 stycznia 2021

Austria 2020 - 19 września (Alpy Karnickie, Monte Cavallo di Pontebba - Rosskofel)

Na ten dzień zaplanowaliśmy wejście na malowniczy szczyt Alp Karnickich - Monte Cavallo di Pontebba (Rosskofel) 2239 m n.p.m. Od strony austriackiej szlak wychodzi z ośrodka narciarskiego Nassfeld. Wykorzystaliśmy nasz bezpłatny karnet na kolejkę linową Millennium Express i rozpoczęliśmy marsz z około 1900 m n.p.m. Prawie 8 kilometrową trasę pokonaliśmy w cztery i pół godziny, przewyższenia nieco ponad 600 metrów. Było trochę wspinaczki po kamieniach i łagodnych, trawiastych podejść, bez niespodzianek. Cykl pogodowy powtórzył się z poprzednich wycieczek: poranek mglisty, potem coraz więcej rozpogodzeń aż do całkowitego ustąpienia chmur i pięknych widoków - coś zupełnie odwrotnego niż w naszych Tatrach.