niedziela, 21 grudnia 2025

Włochy 2025 - 3 maja (Ciclovia Alpe-Adria)

Noc cudownie spokojna. Po niezłym jak na Włochów śniadanku rowerami ruszyliśmy na ostatni fragment szlaku Ciclovia Alpe-Adria do Grado. Na początek przejazd przez miasteczko.

Palmanova to wyjątkowe włoskie miasto-twierdza w regionie Friuli, znane na całym świecie jako "miasto idealne" o kształcie dziewięcioramiennej gwiazdy, zaprojektowane w XVI wieku. Słynie z idealnej symetrii, sześciokątnego placu (Piazza Grande) w centrum i monumentalnych bram, a od 2017 roku wpisane jest na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. W celach obronnych przed Turkami wzniesiono podwójne mury, wały, fosy oraz dziewięć potężnych bastionów. Zrobiliśmy krótki postój na placu głównym, obfotografowaliśmy katedrę, kamieniczki i zabytkowe urządzenia budowlane. Miasteczko opuściliśmy przez jedną z trzech głównych bram - Porta Aquilela. Potem trasa wiodła nas  uroczymi polami, a dalej prowadziła do Akwileja - następnej historycznej twierdzy. Miasto to powstało w II wieku p.n.e., założone przez Rzymian. Z pewnością zasługuje na kilkugodzinne zwiedzanie, ale niestety przy konieczności powrotu nie było szans na dłuższy przystanek. Ze szlaku widać potężną Bazylikę Matki Bożej Wniebowziętej i to musiało nam wystarczyć. W końcu dotarliśmy do pięciokilometrowej grobli, na której tak solidnie wiało, iż miałam wrażenie, że cały czas jadę pod górę. Tak jest chyba zawsze, bo miejscowi przed wjazdem od razu ubierali kurtki chroniące przed wiatrem. Za groblą ścieżka rowerowa prowadzi wzdłuż kanału portowego w Grado. Chcąc dotrzeć na plaże Adriatyku trzeba prowadzić rower, bo jazda po starówce jest zabroniona. I tak uliczki zabytkowego centrum z Bazyliką św. Eufemii doprowadziły nas na nadmorską promenadę. Zakotwiczyliśmy przy betonowym pomoście, który oddziela promenadę od głównej miejskiej plaży (niestety na tym odcinku płatnej). Pogoda była ładna, ale raczej na spacer niż plażowanie, więc daliśmy sobie pół godziny na kamienistym brzegu przy falochronie. Potem jeszcze smaczny lunch i powrót do hotelu. W sumie wyszło nieco ponad 63 km. Ostatni odcinek szlaku rowerowego urokliwy, ale nie tak spektakularny, jak ten po starych torach kolejowych, przede wszystkim jednak częściej towarzyszyły nam samochody, co u mnie zawsze daje duży minus. 

Po odświeżeniu czekała nas jeszcze główna nagroda tego dnia - wyborna włoska kolacja z winem w restauracji naprzeciwko hotelu Roma - Da Baffo Restaurant Pizzeria - gorąco polecam. Jest i atmosfera i świetne jedzenie. 

Po dobrej nocy i śniadaniu następnego dnia wróciliśmy do Bielska. Droga bez problemów ale to jednak dziesięć godzin jazdy.  

 







































czwartek, 11 grudnia 2025

Włochy 2025 - 2 maja (Ciclovia Alpe-Adria)

Tego dnia zaplanowana trasa rowerowa przebiegała już we Włoszech. Po śniadaniu i spakowaniu sprzętu ruszyliśmy w kierunku  Palmanova. Poprzedniego dnia otrzymaliśmy maila z naszego hotelu Roma, że niestety recepcja pracuje tylko do godziny 19 i proszą o przybycie o czasie. Żeby skrócić formalności przesłaliśmy część danych do meldunku ale i tak musieliśmy trochę zmienić plany.  Zamiast startu w Tarvisio podjechaliśmy aż do Moggio Udinese. To niewielkie miasteczko leży w pięknej Dolinie Fella z dogodnym zjazdem z autostrady i blisko naszej trasy rowerowej. Samochód zostawiliśmy na parkingu przed restauracją obok już stojącego busa z Niemiec (wydawało nam się to najmniej ryzykowne rozwiązanie), chociaż w trakcie wycieczki okazało się, że wzdłuż trasy jest sporo bezpiecznie wyglądających parkingów. Postanowiliśmy zrobić część szlaku rowerowego Alpe-Adria (Austriacy nazywają go Alpe-Adria Radweg, Włosi - Ciclovia Alpe-Adria), bez wyznaczania miejsca docelowego tylko na czas, żeby zdążyć z zameldowaniem w hotelu.

Tego dnia na rowerach przejechaliśmy 71 km, przy pięknej pogodzie i jak dla mnie nareszcie w oczekiwanym komforcie, z dala od ruchu samochodowego. Moje serce skradł niezwykłej urody odcinek poprowadzony w śladzie zlikwidowanej linii kolejowej, obejmujący kilkanaście tuneli, efektowne stare mosty i dworce. Ze wszystkich naszych wypadów rowerowych, także późniejszych, ten "kolejowy" fragment trasy niezmiennie pozostaje "number one". Zdążyliśmy jeszcze zjeść lunch w restauracji w starym dworcu w Chiusaforte: bardzo smaczny, szybko podany, ceny po austriackich jakżeż ludzkie. 

Potem już tylko pozostał do zrobienia samochodem odcinek do Palmanova - nieco ponad 70 km. Droga dobra, częściowo autostradą, więc zjawiliśmy się w hotelu o czasie. Trzygwiazdkowy hotel Roma uroczy, z własnym ogrodzonym parkingiem, miejscem na rowery, pokoje proste, czyste, a że budynek z tych starszych więc otwierały się okna - co za ulga. No i największa nagroda tego dnia - restauracja naprzeciwko z doskonałą kuchnią. I za te wyśmienite dania najbardziej kocham Włochy.