Noc cudownie spokojna. Po niezłym jak na Włochów śniadanku rowerami ruszyliśmy na ostatni fragment szlaku Ciclovia Alpe-Adria do Grado. Na początek przejazd przez miasteczko.
Palmanova to wyjątkowe włoskie miasto-twierdza w regionie Friuli, znane na całym świecie jako "miasto idealne" o kształcie dziewięcioramiennej gwiazdy, zaprojektowane w XVI wieku. Słynie z idealnej symetrii, sześciokątnego placu (Piazza Grande) w centrum i monumentalnych bram, a od 2017 roku wpisane jest na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. W celach obronnych przed Turkami wzniesiono podwójne mury, wały, fosy oraz dziewięć potężnych bastionów. Zrobiliśmy krótki postój na placu głównym, obfotografowaliśmy katedrę, kamieniczki i zabytkowe urządzenia budowlane. Miasteczko opuściliśmy przez jedną z trzech głównych bram - Porta Aquilela. Potem trasa wiodła nas uroczymi polami, a dalej prowadziła do Akwileja - następnej historycznej twierdzy. Miasto to powstało w II wieku p.n.e., założone przez Rzymian. Z pewnością zasługuje na kilkugodzinne zwiedzanie, ale niestety przy konieczności powrotu nie było szans na dłuższy przystanek. Ze szlaku widać potężną Bazylikę Matki Bożej Wniebowziętej i to musiało nam wystarczyć. W końcu dotarliśmy do pięciokilometrowej grobli, na której tak solidnie wiało, iż miałam wrażenie, że cały czas jadę pod górę. Tak jest chyba zawsze, bo miejscowi przed wjazdem od razu ubierali kurtki chroniące przed wiatrem. Za groblą ścieżka rowerowa prowadzi wzdłuż kanału portowego w Grado. Chcąc dotrzeć na plaże Adriatyku trzeba prowadzić rower, bo jazda po starówce jest zabroniona. I tak uliczki zabytkowego centrum z Bazyliką św. Eufemii doprowadziły nas na nadmorską promenadę. Zakotwiczyliśmy przy betonowym pomoście, który oddziela promenadę od głównej miejskiej plaży (niestety na tym odcinku płatnej). Pogoda była ładna, ale raczej na spacer niż plażowanie, więc daliśmy sobie pół godziny na kamienistym brzegu przy falochronie. Potem jeszcze smaczny lunch i powrót do hotelu. W sumie wyszło nieco ponad 63 km. Ostatni odcinek szlaku rowerowego urokliwy, ale nie tak spektakularny, jak ten po starych torach kolejowych, przede wszystkim jednak częściej towarzyszyły nam samochody, co u mnie zawsze daje duży minus.
Po odświeżeniu czekała nas jeszcze główna nagroda tego dnia - wyborna włoska kolacja z winem w restauracji naprzeciwko hotelu Roma - Da Baffo Restaurant Pizzeria - gorąco polecam. Jest i atmosfera i świetne jedzenie.
Po dobrej nocy i śniadaniu następnego dnia wróciliśmy do Bielska. Droga bez problemów ale to jednak dziesięć godzin jazdy.