niedziela, 16 marca 2025

Wietnam 2024 - 28 marca (Hue, Góry Marmurowe)

Pobudka  o szóstej. Śniadanko pyszne, urozmaicone, najlepsze jak do tej pory. Powaliły mnie pierożki z ciasta ryżowego. Opuściliśmy hotel i już 7.30 ruszyliśmy do Cytadeli, po drodze dołączył do nas lokalny przewodnik.

Wycieczka zapowiadała się ciekawie, pogoda słoneczna, temperatura w ciągu dnia 38-40°C. Na początek zwiedzaliśmy pałac cesarski naprzeciwko widocznej z daleka Wieży Flagowej, na której kiedyś wisiała żółta flaga rodziny królewskiej. To właśnie w Hue, od roku 1802 do 1945, swoją stolicę mieli wietnamscy cesarze z dynastii Nguyen. Przy bramie południowej trafiliśmy na kolorową zmianę warty. Po tym krótkim pokazie mogliśmy wejść na teren Cytadeli przez Bramę Południową (Ngo Mo) oraz Most Złotej Wody. Rozległy kompleks jest nieustannie restaurowany, niektóre obiekty pięknie wykończone, a po niektórych pozostały tylko fundamenty (n.p. kompletnie zniszczonego podczas pierwszej wojny indochińskiej w roku 1947 Zakazanego Purpurowego Miasta). Ale jak widać determinacja przy odbudowie jest imponująca więc może i te ruiny kiedyś się podniosą. Niestety brakowało mi tutaj takiego prawdziwego przewodnika, który przybliżył by znaczenie budynków, świątyń, symboli, oglądaliśmy te miejsca z ciekawością, jednak kultura tego regionu jest nam tak obca, że trudno było docenić wagę zabytków. Lokalny przewodnik trochę informacji nam zaserwował ale głównie zajmował się oprowadzaniem a nie opowiadaniem. Przyjemnie spacerowało się po ogrodach królewskich pośród niezliczonej liczby drzewek bonsai przy akompaniamencie coraz głośniejszych cykad. W jednym z odrestaurowanych budynków urządzono sklep z pamiątkami oferując jednocześnie możliwość obserwowania rzemieślników przy pracy (zakupiłam figurkę z laki).

Następnym etapem wycieczki były grobowce cesarskie. Tradycja pochówku cesarzy bardzo ciekawa, rozbudowana i nieźle zachowana. Nguyenowie uważając się za Synów Niebios dbali by po śmierci zagwarantować sobie prestiż i bogactwo. Grobowce zlokalizowano w malowniczych miejscach, składały się zazwyczaj z trzech głównych stref: części ceremonialnej (bramy, pawilony, świątynie i dziedzińce, gdzie odprawiano rytuały ku czci cesarza), grobowej (główny grobowiec z sarkofagiem cesarza) i rekreacyjnej (pałace i ogrody). Główne elementy architektoniczne to: brama główna, pawilony i świątynie, kamienne posągi strażników grobowca (mandarynów, żołnierzy i zwierząt), kamienna stela z inskrypcją opowiadającą o życiu i dokonaniach cesarza, sztuczne jeziora i ogrody gdzie cesarz mógł wypoczywać (część grobowców była budowana jeszcze za życia władcy). Zwiedziliśmy Grobowce Tu Duca i Khai Dinha.

Po grobowcach kontynuowaliśmy podróż w kierunku Hoi An. W porze lunchu zatrzymaliśmy się przy ładnej plaży Lang Co. Jedyna czynna restauracja oferowała potrawy z grilla. Zjedliśmy jakąś czerwoną rybę z ryżem (niezła), niestety kawa w tej części Wietnamu nadal kiepska. Po plaży pokonaliśmy samochodem Hai Van Pass (Przełęcz Morskich Chmur) - najwyżej położoną przełęcz drogową w Wietnamie (około 500 m n.p.m.). Z punktów widokowych (obowiązkowe stragany z pamiątkami) roztacza się panorama na wody Morza Południowochińskiego, zielone wzgórza i krętą drogę wijącą się wzdłuż wybrzeża, wszystko takie trochę przymglone.

Za przełęczą zatrzymaliśmy się w okolicach Gór Marmurowych. To grupa pięciu wapienno-marmurowych wzgórz, nazwanych od pięciu żywiołów według filozofii Wschodu: Wody, Drewna, Metalu, Ognia i Ziemi. My zaliczyliśmy główny punkt turystyczny - Thuy Son (Górę Wody) z najpiękniejszymi widokami, świątyniami i jaskiniami. Wjechaliśmy na nią windą a po zwiedzaniu zeszliśmy 150 schodami. Cały dzień temperatura 38-39°C, jednak po południu zaczęło się błyskać i grzmieć. Ostatecznie burza nas ominęła i wycieczkę dokończyliśmy na sucho.

Jeszcze pół godziny jechaliśmy do Hoi An.  Przed miastem musieliśmy przesiąść się do mniejszych busów bo w tej niewielkiej miejscowości obowiązuje zakaz wjazdu dla dużych autobusów. Po zakwaterowaniu w hotelu Hoi An Ivy Hotel ruszyliśmy na wieczorny spacer i kolację. Hoi An nocą zaprezentowało się uroczo, ekspresja kolorów na deptaku wzdłuż rzeki porażająca a lampiony na łódkach śliczne. Kolacja w tej atmosferze po prostu musiała być smaczna. 





























































































 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz