Tego dnia zaplanowana trasa rowerowa przebiegała już we Włoszech. Po śniadaniu i spakowaniu sprzętu ruszyliśmy w kierunku Palmanova. Poprzedniego dnia otrzymaliśmy maila z naszego hotelu Roma, że niestety recepcja pracuje tylko do godziny 19 i proszą o przybycie o czasie. Żeby skrócić formalności przesłaliśmy część danych do meldunku ale i tak musieliśmy trochę zmienić plany. Zamiast startu w Tarvisio podjechaliśmy aż do Moggio Udinese. To niewielkie miasteczko leży w pięknej Dolinie Fella z dogodnym zjazdem z autostrady i blisko naszej trasy rowerowej. Samochód zostawiliśmy na parkingu przed restauracją obok już stojącego busa z Niemiec (wydawało nam się to najmniej ryzykowne rozwiązanie), chociaż w trakcie wycieczki okazało się, że wzdłuż trasy jest sporo bezpiecznie wyglądających parkingów. Postanowiliśmy zrobić część szlaku rowerowego Alpe-Adria (Austriacy nazywają go Alpe-Adria Radweg, Włosi - Ciclovia Alpe-Adria), bez wyznaczania miejsca docelowego tylko na czas, żeby zdążyć z zameldowaniem w hotelu.
Tego dnia na rowerach przejechaliśmy 71 km, przy pięknej pogodzie i jak dla mnie nareszcie w oczekiwanym komforcie, z dala od ruchu samochodowego. Moje serce skradł niezwykłej urody odcinek poprowadzony w śladzie zlikwidowanej linii kolejowej, obejmujący kilkanaście tuneli, efektowne stare mosty i dworce. Ze wszystkich naszych wypadów rowerowych, także późniejszych, ten "kolejowy" fragment trasy niezmiennie pozostaje "number one". Zdążyliśmy jeszcze zjeść lunch w restauracji w starym dworcu w Chiusaforte: bardzo smaczny, szybko podany, ceny po austriackich jakżeż ludzkie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz