Czas na kolejne wyzwania rowerowe. W przedłużony weekend czerwcowy postanowiliśmy przetestować tak chwalone ścieżki wzdłuż Łaby w Niemczech. Jako że mieliśmy tak właściwie tylko trzy dni i 500 km samochodem w jedną stronę więc na rower została tylko sobota, ale za to cała. W piątek przed południem ruszyliśmy do Pirny - miasteczka odległego od Drezna jakieś 20 km. Bałam się tej drogi, bo przejazd przez granicę stał się w ostatnich miesiącach trochę skomplikowany, ale nawet poszło sprawnie. Dotarliśmy na miejsce wczesnym popołudniem i od razu zong: uliczka dojazdowa do naszego hotelu zamknięta z powodu planowanych imprez. I wtedy mnie oświeciło: przecież przed nami Noc Kupały i chyba tutaj świętuje się ją z dużym rozmachem, co tłumaczyło trudności z zabukowaniem noclegów (wszystko zajęte). Zagadnięty policjant mocno drapał się po głowie i w końcu poradził objechać ogrodzony obszar uliczkami po prąd. Po niemieckim policjancie zupełnie się tego nie spodziewałam. Wynajęte mieszkanko sympatyczne, z aneksem kuchennym, niestety bez Wi-Fi, co nas trochę zaskoczyło. Popołudnie wykorzystaliśmy na zwiedzanie miasta, chociaż przez rozgardiasz sobótkowy nie było to łatwe. Cudowne zabytkowe budowle przesłaniano kiczowatymi namiotami, karuzelami, toaletami turystycznymi i.t.p. Spacer po starówce to raczej slalom w tłumie, fasada Kościoła Mariackiego częściowo przesłonięta przez rusztowania, za to wnętrze przepiękne, z efektownym sklepieniem sieciowym i misternym ołtarzem głównym. Na koniec wspięliśmy się na tarasy widokowe Zamku Sonnenstein podziwiając panoramę miasta i okolicy. W poszukiwaniu jakiegoś spokojnego miejsca na posiłek przeszliśmy jeszcze kamiennym mostem łukowym na drugą stronę Łaby i tam odkryliśmy prawdziwie włoską restaurację prowadzoną przez autentycznych Włochów i serwującą oryginalną włoską kuchnię. I tym sposobem konieczność spróbowania saksońskich specjałów została chwilowo odroczona.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz